Buckethead – Pike 257: Blank Slate

257Artysta: Buckethead
Album: Blank Slate
Seria: Pike 257
Data wydania: 25.03.2017

 

 

 

Format: digital
Czas: 30:19
Gatunek: melodic / progressive rock
Ocena: 7/10

 

Lista utworów:
1. Blank Slate   (5:54)
2. Opened to the Air   (6:57)
3. Window of Hollow   (3:30)
4. Task in Trunk   (3:30)
5. Solar Staple   (7:31)
6. Lockrun   (2:57)

Całkiem dobry pajk, nie ma tu może czegoś co mocniej ściśnie cię za gardło, ale tak słuchasz utwór po utworze i w sumie nigdzie nie ma jakichś zdecydowanych wtop, a nad brakiem wyróżnienia trzeba się mocno pozmóżdżać.

„Blank Slate” to najbardziej progresywny kawałek na płycie, hojnie częstuje labiryntami riffów, ale nie jakichś bardzo zakapiorskich, raczej melodyjnych i przystępnych. Jego jedyny problem leży w tym, że nawet po kilkunastu przesłuchaniach nie udało mi się skumać jakiegoś motywu przewodniego, jakiegoś melodycznego kręgosłupa, coś na kształt centrum tej muzycznej konstrukcji. No nic, bez tego też się da tego słuchać z przyjemnością, ale lecę dalej szukać.

„Opened to the Air” początek ma taki sobie: przez te przesłodzone akustyki wszystko zaczynam widzieć na różowo, jest tak słodziusio i beznamiętnie, że w sumie nadawałoby się do zasypiania dla przedszkolaków. Na szczęście kawałek się rozwija i pod koniec, gdy gitary dorzucają nieco bardziej zarumienione dźwięki,  jest już ciekawiej, a jak dokulasz się w tych cukierkowych oparach do 5:44, to wtedy zaczyna być zupełnie zacnie! No, ale to już przecież tylko minuta do końca. Kawałek jakoś tam w miarę się toczy, jestem w połowie na tak, ale ta wszechobecna pozytywność i optymizm…bleh, sam nie wiem, dawać bolda?

A potem jest „Window of Hollow” – utwór, dla którego warto sięgnąć po tego pajka. Z dramatyczną melodią, łkającą gitarą, łamanym tempem, zdrową dawką patosu, ascetyczną solówką – no na cyce Pameli, świetna rzecz! I tylko wielki niedosyt, gdy po trzech i pół minutach gaśnie jego ostatni dźwięk. Zdecydowanie najlepszy w tym zestawie.

„Task in Trunk” – krótki i przyjemny, znów królują pozytywne, majorowe akordy, znów dominuje akustyczny krajobraz, przecinany od czasu do czasu melodyjną, gitarową smugą. W sumie bardzo ciepła i budująca muzyka, w końcu nie przeciągnięta nad miarę, takie landrynkowe rzeczy powinny właśnie tyle trwać – 4 minuty maks, wtedy dadzą się nawet lubić. Nic muzycznie wielkiego, taks fajnopozytywna muzyczna przekąska.

Przy czym kolejny „Solar Staple” to miało być chyba danie główne. I w sumie jest, choć zaczyna się mało przekonująco, początek to raczej sroga muzyczna  przeciętność, ale tak o 1:07 coś się zaczyna dziać. To jeszcze nie to, ale jest już jakiś dźwiękowy fundament, na którym można pozna pozwolić sobie na więcej szaleństwa. I ta solówka, która od 1:46 wychodzi na scenę, najpierw nieśmiała i wycofana, z każdym taktem się rozkręca, melodyjnieje i wzmaga, tak że w końcu rozkwita w naprawdę zjawiskową improwizację. Na luzie i z wielkim wyczuciem, bez sprinterskich popisów, raczej z serduchem na gryfie – naprawdę świetniesłuchalna rzecz.

„Lockrun” to trzyminutowy metalowy kniotek na koniec. Trochę porozsypawanych w nieładzie szredów, trochę ciekawych pociągnięć gitary, kilka niezłych motywów, które zostały zduszone już w stanie embrionalnym, generalnie nie warto się schylać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: